niedziela, 15 marca 2026

Nowa historia dostępna na wattpadzie

 Cześć kochani!

Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda, ale przyszłam was powiadomić o moim nowym projekcie, który możecie aktualnie czytać na wattpadzie pod tym linkiem: Synestezja | Kolory, które brzmią. Jest to moje małe wyzwanie, w którym próbuję napisać własną książkę. Byłoby mi bardzo miło, gdybyście zajrzeli tam i zostawili coś po sobie ♥ 

A tutaj macie okładkę i krótki opis książki. Może on was bardziej zachęci niż suchy link. 



Livia była pewna, że zna swoje życie. Była pewna, że zna swoją matkę. Była pewna, że zna siebie. A potem wszystko się rozpadło. 

Po nagłej śmierci matki dziewczyna zostaje zmuszona do zmierzenia się z żałobą, samotnością i przeszłością, której nigdy nie miała poznać. Terapia nie pomaga, sny dręczą, a rzeczywistość wydaje się coraz bardziej odległa - aż do dnia, gdy odkrywa pamiętniki matki, które na zawsze zmienią jej spojrzenie na własne życie.  

Nowe miasto, nowi ludzie, nowe emocje - Livia nie ma wyboru, musi odnaleźć się w świecie, który nie daje jej wytchnienia. Wśród świeżo zawartych przyjaźni, nieoczekiwanych rodzinnych tajemnic i skomplikowanych relacji zaczyna zbliżać się do Dana - chłopaka, który, jak się okazuje, ma własne demony przeszłości.  

Kiedy na jaw wychodzą plotki, oskarżenia i decyzje, które nie dają o sobie zapomnieć, Livia musi zdecydować, czy przeszłość ma definiować jej przyszłość. Czy miłość jest silniejsza niż błędy popełnione lata temu? Czy prawda zawsze prowadzi do wolności?


Dziękuję serdecznie za uwagę! 
Wasza Fallen Angel ♥

poniedziałek, 15 czerwca 2020

♥ PODZIĘKOWANIA ♥

Podziękowania
Nadszedł w końcu ten moment, gdzie po ponad pięciu latach tworzenia tej historii muszę usiąść i napisać podziękowania. Muszę szczerze przyznać, że nie do końca wiem co chciałabym napisać, mimo że kiedyś kilka razy przychodziła mi myśl, żeby zacząć pisać. Za każdym razem powstrzymywałam się, czując że to nie czas. A dziś kiedy mam to zrobić mam kompletną pustkę w głowie i jednocześnie totalny mętlik. Jest tyle rzeczy, które chciałabym powiedzieć, za które chciałabym podziękować…
Te pięć lat pisania „Kawałka nieba” były dla mnie niezwykłą przygodą. Przygodą i wyzwaniem, dzięki któremu poznałam wiele wspaniałych osób, a z niektórymi zdążyłam się zaprzyjaźnić. W życiu się nie spodziewałam, że jednak dotrwam do końca tego opowiadania i dalej do mnie nie dociera, że to już koniec. To naprawdę bezlik godzin poświęconej ciężkiej pracy, wiele nieprzespanych nocy spędzonych na pisaniu i myśleniu o kolejnych rozdziałach. Niepohamowana radość z każdego komentarza, pozytywnej opinii czy błyskotliwej uwagi wytykającej mi błędy, których uczyłam się unikać. Wszystko to zebrało się w jedną całość jaką jest zakończone opowiadanie „Kawałek nieba zamknięty w piekle”.
Jest ogrom osób, które przyczyniły się do powstawania tej historii, wiele z nich już nie widać w blogosferze, ale nie chciałabym, żeby właśnie przez to zostały pominięte. Pozwólcie, że przy kolejności podziękowań będę kierować się najwcześniejszymi komentarzami, które naprawdę zapadły mi w pamięć i serce.
Na początek chciałabym ogromnie podziękować Heroinie. Co prawda byłaś tylko w kilku pierwszych rozdziałach, jednak twoje cenne uwagi dotyczące czy to samej budowy i wyglądu rozdziału, czy też skupiające się na uczuciach i przeżyciach bohaterów, sprawiły, że naprawdę zawzięłam się w sobie i to poprawiłam. Dzięki tobie Liwia zaczęła mieć uczucia, a moje rozdziały nie kończyły się na trzech stronach. Naprawdę dziękuję ci za to, bo zapewne bez twoich uwag te opowiadanie wylądowałoby w koszu po kilku dniach.
Kolejną osobą, która miała naprawdę ogromny wpływ na moją pisaninę jest Tekashika, znana również przeze mnie i niektórych bardziej wtajemniczonych jako Daria. Do dziś pamiętam, że jako jedna z niewielu osób miałaś odwagę napisać do mnie na mejla. Twoja odwaga zaowocowała wspaniałą przyjaźnią (mam nadzieję, że też o mnie tak myślisz). Co prawda nie mam już tych wiadomości, ale screeny z naszych rozmów na gadu dalej gdzieś są tam zakopane. Byłaś (przy tym opowiadaniu) i jesteś (przy tych kolejnych co tworzę) naprawdę ogromną weną. Powinnam Cię całować po stopach za to, jak umiejętnie potrafiłaś mnie popchać do pracy. Twoje niesamowite parodie, zaskakująco świeże pomysły czy nieoczekiwane rozwiązania (czyt. gwałty i napastowania XD) sprawiały, że siadałam przed komputerem z nową energią i zapałem. Byłaś mi też cudowną i cierpliwą betą, mimo że umiałaś niewiele ode mnie. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać i będę mogła Ci osobiście podziękować.
Następną osobą, która bardzo mnie wspierała i wspiera w mojej wesołej twórczości jest Carbenet, czy też znana przeze mnie, bliska mi przyjaciółka Aneta. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że miałam odwagę powiedzieć Ci, że piszę. I dziękuję Ci ogromnie za czytanie tych bazgrołów. Twoje komentarze pod postami, czy uwagi szeptane szybko na lekcjach w liceum były i są do dziś niezwykle cenne. Co prawda nigdy nie chciałaś bym ci zdradzała co będzie w następnych rozdziałach i krzyczałaś na mnie, że Ci spojleruję, ale i tak cierpliwie słuchałaś mojego narzekania na brak pomysłów, czy marudzenia o kolejny komentarz. (Taaak… potrafiłam żebrać o komentarze nawet u przyjaciółki). To na podstawie Ciebie powstała Millie, bo to Ty zawsze byłaś takim moim głosem rozsądku. Zawsze przy mnie byłaś i popychałaś mnie do pisania na telefonie, byle by tylko powstał rozdział. Dziękuję Ci za cierpliwe słuchanie, czytanie i wspieranie mnie w niekiedy niezwykle trudnych chwilach.
Chylę czoła Magdzie, którą poznałam dopiero pod koniec pisania opowiadania, aczkolwiek jeśli wziąć pod uwagę przedział czasowy, to będzie dobre półtorej roku, jak nie dwa lata odkąd łaskawie odpowiedziałaś na moją, cóż… niezbyt błyskotliwą wiadomość na messengerze. Jak myślę o tych milionach, bo już w takich liczbach można to mierzyć, memów i wiadomości, które przez ten stosunkowo krótki czas wymieniłyśmy, to micha mi się sama cieszy. Ty również byłaś mi ogromną inspiracją i motywatorem do pisania. Gdyby nie Twoje marudzenie i przypominanie mi o pisaniu, to nie wiem czy dzisiaj bym to skończyła. Dziękuję Ci również za cierpliwe przeczekiwanie każdego doła czy to pisarskiego czy emocjonalnego. Dziękuję za pocieszanie mnie w momencie, kiedy dostałam ostrą krytykę na temat mojego pisania, które otworzyło mi oczy i popchnęło do chęci poprawienia się. Jesteś mi ogromnym wsparciem.
Dziękuję także wszystkim czytelnikom, tym mniej i tym bardziej aktywnym, którzy napędzali mnie każdym komentarzem do pisania. Wiele z nich posłużyło mi za niemałą inspirację, gdzie bezwstydnie wykorzystywałam teorie i pomysły do kolejnych rozdziałów. Dziękuję Yumiko Naoki za Twoje długaśne i radosne komentarze. Dziękuję Let’s Die za wierne czytanie i komentowanie niemal każdego rozdziału. Dziękuję Wathewie za spamy pod rozdziałami. Czasami żałuję, że nie miałyśmy wtedy okazji poznać się bliżej. Coś czuję, że z tego również wyszłaby całkiem dobra znajomość. Dziękuję Jam, która niestety również okazywała swą obecność na blogu tylko w kilku pierwszych postach, ale Twoje teorie spiskowe poprawiały mi humor na cały dzień. Farazowski jako psychopata dalej gdzieś mi się błąka w myślach. Celne, wyczerpujące jak i długie komentarze zawdzięczam również Panience Kernit. Uwielbiam czytać nawet Twoje odpowiedzi do moich komentarzy na Twoim opowiadaniu. Chciałabym także podziękować Ani, która, jako nowa czytelniczka, popychała mnie swoim zaangażowaniem w czytanie do pisania następnej i następnej części.
Mogłabym wymieniać i wymieniać osoby bez końca, bo każdy komentarz był dla mnie niesamowitym natchnieniem i motywacją. Tak naprawdę gdyby nie czytelnicy i ich komentarze, to ta historia nigdy by się nie zakończyła, a jedynie wylądowałaby w szufladzie. Cieszę się, że mogłam umilić Wam czas swoim pisaniem. To, że ktoś czyta coś stworzonego przeze mnie i dodatkowo to się komuś podoba naprawdę mnie uszczęśliwia i dodaje skrzydeł.
Jeszcze raz, na sam koniec, dziękuję wszystkim za bycie i wspieranie mnie tym byciem.
Jesteście wielcy ♥