piątek, 11 września 2015

~ ღ Rozdział 36 ღ ~

  » . ♯ . «  UWAGA!!  » . ♯ . « 
Bardzo proszę o przeczytanie notki, przed rozdziałem! 
Chciałabym uprzedzić, że rozdział jest poświęcony tematyce + 18. Jeśli ktoś nie trawi takich treści upraszam o nie czytanie, ponieważ nie chcę by ktoś niepotrzebnie się męczył. (Tak.. już widzę jak nikt tego nie czyta. [Zboczeńcy... wszędzie Zboczeńcy]). Rozdział ten nieszczególnie będzie nawiązywał do dalszej fabuły, także, ominięcie go nie zaburzy spokojnego czytania. 
Dziękuję za wyrozumiałość i cierpliwość w czekaniu na kolejne rozdziały. Jestem teraz w klasie maturalnej i staram się jak mogę pogodzić naukę z pisaniem dla was (no i oczywiście dla mnie) rozdziałów. 
Serdecznie pozdrawiam i gorąco zapraszam do czytania ;)
Enjoy ♥


~~~~~~~~~~~~~ » . ღ . « ~~~~~~~~~~~~~

   Idąc po schodach do swojego pokoju, wszędzie gdzie się dało zapalałam światła. Miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Czułam to takie dziwne mrowienie w karku, gdy ktoś uważnie mi się przyglądał. Wzdrygnęłam się i odwróciłam, by sprawdzić, czy na pewno nikt za mną nie idzie. Na szczęście, to było tylko moje chore urojenie. Odetchnęłam głęboko i starając się, iść pewnym krokiem, udałam się do gościnnego pokoju po kołdrę, koce i poduszki. Zabrawszy je, wróciłam do swojej sypialni i zaczęłam wszystko rozkładać na podłodze.
   - A pamiętasz, że ja śpię zawsze od strony okna? - usłyszałam za sobą cichy głos szatyna. Stał z założonymi rękoma, swobodnie opierając się o framugę otwartych drzwi.
   - No, coś ci się pomieszało, bo to ja zawsze spałam od strony okna - stwierdziłam, poprawiając jeszcze poduszki.
   - Nie? To raczej tobie się pomieszało... Poza tym ja i tak tutaj śpię - zaśmiał się, bezczelne kładąc się na moich ulubionych poduszkach.
   - Nie, nie śpisz! One są moje! - próbowałam wyciągnąć jedną z nich spod głowy chłopaka, ale ten wystawił mi tylko język i jeszcze bardziej wtulił się w jaśka.
   - Od teraz są moje!
   - Chyba śnisz! - zawołałam, sięgając po pierwszą lepszą poduchę i uderzyłam go nią.
   - Chyba ty! - Kentin uśmiechnął się zawadiacko, podejmując moje nieme wyzwanie. Nie czekając na jakakolwiek moją reakcję, chwycił swój podgłówek i zaczęliśmy bić się na poduchy.
   - Nie prawda! To ty... - zamachnęłam się dość mocno i chłopak dostał po żebrach. Gdy zobaczyłam jego nieco zdziwioną minę, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu i opuściłam nieco swoją tarczę obronną, co od razu zostało wykorzystane. Dostałam prosto w klatkę piersiową. - Osz ty! Pożałujesz! - zawołałam i rzuciłam się na niego raz po raz okładając go moją bronią. - Poddaj się, albo nie przestanę!
   - O nie! Ja się tak łatwo nie dam pokonać... - wymruczał zdecydowany przez zęby i sięgając do mnie pomiędzy poduszką, zaczął łaskotać mnie po żebrach. Zaczęłam się nieopanowanie śmiać, próbując zasłonić się jaśkiem i rękoma. To niestety pogorszyło moją sytuację, ponieważ chłopak jeszcze bardziej zaczął mnie łaskotać.
   - Ken! Pr... Pr... Proszę! - zawołałam, tupiąc nogami, nie mogąc złapać tchu.
   - O co mnie prosisz? - zapytał, drocząc się ze mną.
   - Przestań! Błagam...! To boli!
   - Ale przecież się śmiejesz - parsknął bezczelnie śmiechem.
   - No... pro... szę! Zrobię co zechcesz! - wykrzyknęłam na jednym wydechu.
   - Mówisz, że zrobisz, co będę tylko chciał? - mruknął podstępnie, cały czas mnie łaskocząc.
   - TAK! Tak, tylko przestań! - nie zdążyłam do końca się wypowiedzieć, gdy szatyn zabrał ręce. Wzięłam gwałtowny, głęboki oddech i podniosłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem - Jesteś okrutny...
   - Wiem, ale i tak mnie lubisz - posłał mi w powietrzu buziaczka, a ja wyciągnęłam dłoń i złapałam powietrze, udając, że łapię całusa.
   Parsknęłam śmiechem, zerkając na niego spod zmierzwionej grzywki. Widziałam jego rozjaśnione, intensywnie zielone oczy, zaczerwienione z wysiłku policzki i pełne usta układające się w zawadiacki uśmiech. Wyglądał tak uroczo... Nie wiem co w tamtej chwili myślałam. Chyba nie myślałam. Nie zastanawiając się, wychyliłam się i złączyłam nasze wargi w krótkim pocałunku. Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony, ale sekundę później objął mnie wokół pasa, przyciągnął do siebie gwałtownie i wpił się w moje wargi. Jęknęłam nieco zaskoczona, ale pod naporem jego ciała, poddałam się pocałunkowi. Szatyn obejmował mnie tak mocno, że ledwo łapałam oddech, ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Obchodził mnie tylko on, jego gorące wargi i delikatne dłonie, sunące wzdłuż moich pleców...
   Oderwaliśmy się na chwilę od siebie, by zaczerpnąć oddech. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, czy Kentin jest równie zszokowany tym wszystkim co ja, ale on pocałował mnie jeszcze raz i oboje opadliśmy na poduszki. Wplotłam palce w jego włosy, powoli je przeczesując, a chłopak zamruczał cicho z przyjemności, delikatnie gryząc mnie w dolną wargę. Czułam jego silne ciało napierające na mnie, jego pełne namiętności i pożądania usta. Gdzieś głęboko w głowie, jakaś ostatnia cząstka rozsądku mówiła mi, że nie powinnam iść na całość z  p r z y j a c i e l e m, ale gdy tylko gorące dłonie Kentina wsunęły mi się pod bluzkę i dotknęły mojej chłodnej skóry na brzuchu i żebrach, zaczęłam zmieniać zdanie. Moje ręce, jakby żyjąc swoim życiem, zaczęły ściągać z niego koszulkę. Chciałam móc dotknąć jego skóry tak, jak on dotykał mnie. Ken, jakby wyczuwając moje myśli, odsunął się kawałek i ściągnął górną część odzienia. Dotyk jego miękkich warg na mojej szyi był tak przyjemny, że nim się zorientowałam leżeliśmy w samej bieliźnie.
   - Czy... - zaczął niepewnie i pochylony nade mną, spojrzał mi w oczy. - Jesteś pewna, że tego chcesz...?
   Nie odpowiedziałam mu nic, tylko obejmując jego twarz rękoma, przybliżyłam go do siebie i delikatnie pocałowałam. Nie byłam wcale pewna, czy tego chce. Jednak wiedziałam, że Kentin nie chce zrobić mi krzywdy, i że mogę mu w pełni ufać. Chciałam ten jeden, jedyny raz poddać się emocjom i wiedziałam, że przy przyjacielu nic mi nie grozi. Chłopak oddał pocałunek z taką żarliwością, że przez moment nie mogłam złapać oddechu. Czułam jego dłonie, delikatnie pieszczące moje ciało. Za każdym razem, gdy dotykał mojego podbrzusza i bioder oblewały mnie nagłe fale gorąca. Objęłam go nogami w pasie, chcąc przyciągnąć jeszcze bliżej. Pragnęłam byśmy stali się jednością.
   Kentin podniósł się i przysunął mnie do siebie, tak bym siedziała mu na kolanach. Wodząc opuszkami palców na moich prawie nagich plecach, doprowadzał mnie do dreszczy przyjemności, a tam gdzie nasza skóra zetknęła się ze sobą, pojawiała się gęsia skórka. Kiedy jego wargi zaczęły muskać moją szyję i obojczyki, palce jednym sprawnym ruchem pozbawiły mnie biustonosza. Automatycznie oblałam się rumieńcem i drgnęłam, jakbym chciała się zasłonić. Jeszcze nigdy, żaden mężczyzna nie widział mnie nagiej.  Ken tylko delikatnie pocałował mnie w szczękę, sunąc ustami ku moim wargom. Całował mnie tak delikatnie, jakbym miała rozpaść się pod jego dotykiem. Ostrożnie położył mnie na posłaniu, cały czas pieszcząc moje ciało. Jedną rękę trzymał na biodrze, a drugą przesuwał wzdłuż żeber w górę. Gdy jego palce znalazły się kilka milimetrów od moich piersi, spojrzał mi w oczy pytającym wzrokiem. Czując, że oblewam się rumieńcem, niepewnie kiwnęłam głową na znak zgody. Złożywszy pocałunek na mojej szyi, musnął czułym gestem mój biust. Zadrżałam, czując subtelne dreszcze, przebiegające wzdłuż mojego ciała. Przeniósł pocałunki na obojczyki, cały czas zsuwając się coraz niżej. Kiedy jego wargi dotknęły moich sutków, z ust wyrwał mi się niekontrolowany cichy jęk. Delikatnie skubał je zębami, całował, lekko ssał. Bardzo podobały mi się jego pieszczoty. Pragnęłam, by te chwile trwały jak najdłużej. Moment później poczułam, jak wręcz czułym ruchem, ściąga mi z bioder bieliznę. Z zawstydzenia zakryłam twarz dłońmi i zacisnęłam mocno uda.
   - Czemu się wstydzisz...? - zapytał cichutko, składając pocałunek na kości miednicznej. - Masz takie piękne ciało...
   Mimo, że miałam zasłonięte oczy, wyczułam, że zbliżył się do mojej twarzy i moment później pocałował mnie w dłonie, prosząc bym odsłoniła buzię. Zrobiłam to, cała rumieniąc się. Złączył nasze usta w namiętnym tańcu, a ja nie mogąc się powstrzymać, błądziłam dłońmi po jego wysportowanym ciele, badając wzniesienia i doliny jego mięśni, każdą nierówność, chcąc zapamiętać jak najwięcej. Jego ręce po raz kolejny rozpoczęły wędrówkę po moim ciele, wzbudzając we mnie dreszcze, ale gdy jego dłoń zawędrowała pomiędzy moje uda i dotknęła mojej intymności, spięłam się z zaskoczenia. Nie przerywając czułego i uspokajającego pocałunku, zaczął mnie delikatnie pieścić. Czułam, raz po raz przepływające przeze mnie fale podniecenia. Nie mogłam się powstrzymać od cichego mruczenia z przyjemności. Chłopak całował mnie po szyi, piersiach, ramionach, obojczykach...
   Kiedy zaczynałam pomału zatracać się w tym wszystkim, Kentin przerwał pieszczoty i popatrzył mi głęboko w oczy. Widziałam w jego spojrzeniu nieopisane pożądanie, jakie buzowało i we mnie, ale jednocześnie patrzył na mnie z czułością i delikatnością, jakby bał się, że może zrobić mi w jakiś sposób krzywdę.
   - Jesteś gotowa...? - szepnął, gładząc wierzchem dłoni mój policzek.
   Kiwnęłam głową na potwierdzenie, mimo, że wcale nie czułam się gotowa i pewna. Przymknęłam oczy i starałam się oddychać spokojnie, by w miarę uspokoić szalenie bijące z nerwów serce. Kentin, w tej samej chwili, pozbył się swojej bielizny, założył prezerwatywę i ponownie pochylając się nade mną, złożył delikatny pocałunek na moich wargach. Patrząc mi głęboko w oczy i co chwilę całując, szedł we mnie. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza i zacisnęłam mocno powieki, czując ból w okolicy podbrzusza. Z największą czułością, szatyn otarł się policzkiem o mój i musnął wargami moje usta. Mimowolnie wtuliłam twarz w jego szyję i objęłam go ramionami. Pocałował mnie w ramię i zaczął się powoli poruszać we mnie. Wbiłam mu paznokcie w ramiona, czując jeszcze przez moment nieznośny ból, ale chwilę później zalała mnie fala niewyobrażalnej rozkoszy. Jęknęłam cichutko z przyjemności, czując jego gorące wargi na szyi. Instynktownie odchyliłam głowę w tył, by dać Kentinowi do niej większy dostęp. Chłopak całował mnie z ogromnym pożądaniem, ale jednocześnie bardzo delikatnie. Skubał zębami skórę w najbardziej wrażliwych miejscach, przez co nie mogłam powstrzymać się od cichych jęków rozkoszy. Słyszałam jego przyspieszony oddech i czułam każdy dreszcz, który nim wstrząsał. Oboje poddaliśmy się uniesieniu i namiętności. Kochaliśmy się w szalonym tańcu uczuć...
   W pewnym momencie Kentin przekręcił się na plecy, zmieniając nasze położenie. Spojrzałam na niego zaskoczona, a chłopak podniósł się do pozycji siedzącej i czule obejmując, zaczął powoli poruszać moimi biodrami. Zaczerpnęłam głęboko powietrze, czując ogromną rozkosz. Byliśmy tak rozpaleni, że miałam wrażenie, iż nasza skóra płonie. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Za każdym razem, gdy ruszałam biodrami, z naszych ust wyrywały się ciche jęki, mieszając się ze sobą, podczas chaotycznego pocałunku. Chłopak mocno obejmował mnie w pasie, jednocześnie błądząc dłońmi po całych plecach i pośladkach i co jakiś czas zaciskał palce na mojej skórze, powodując dreszcze podniecenia. Moje dłonie wplątane były we włosy szatyna, do którego przylegałam całym torsem. Z każdym jego pocałunkiem i dotykiem czułam coraz bardziej rosnącą rozkosz. Machinalnie zaczęłam coraz szybciej ruszać biodrami, powodując bardziej przyspieszone i głośniejsze oddechy. Nagle poczułam jak całe podniecenie kumuluje się w moim podbrzuszu i po chwili rozpływa się po całym ciele, przyjemnie mrowiąc.
   - Kentin...
   - Liwia... - Szczytowaliśmy w tym samym momencie, z imionami na ustach.
   Szatyn opadł na poduszki, ciężko oddychając, a ja obok niego. Odetchnęłam głęboko, ocierając wierzchem dłoni spocone czoło. Chłopak pocałował mnie w ramię, delikatnie je głaszcząc. Z przymkniętymi powiekami zamruczałam cicho, szturchając go lekko w bok. Leżeliśmy jeszcze chwilę, by nasze oddechy wyrównały się i serce przestało tak szalenie bić. Nie ubierając się nawet, okryłam się kołdrą, a po chwili Kentin wtulił się w moje plecy. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

niedziela, 6 września 2015

~ Rozdział 35 ~

   - No to gdzie idziemy? - zapytałam szatyna, zerkając na niego przymrużonymi oczami, ponieważ szedł pod słońce.
   - Ja myślałem, że to ty jesteś tutaj od pomysłów - chłopak zaśmiał się widząc moją nieco osłupiałą minę.
   - Czy ty, w tym momencie, chcesz mi powiedzieć, że nie masz kompletnie pojęcia gdzie idziemy?
   - Nie do końca... - zaczął, drapiąc się z tyłu po głowie, zerkając na mnie niepewnie. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i już otwierałam usta, by wyrazić swoje zdanie, kiedy przerwał mi - spokojnie. Doskonale wiem gdzie i po co idziemy. Tak się tylko z tobą droczę - śmiejąc się, zaczął czochrać mi włosy.
   - Nie! Nie rób mi tak! - zawołałam, starając się zasłonić głowę rękoma, jednak zbyt wiele to nie dało, ponieważ Ken znacznie nade mną górował. - Ken! Proszę, przestań! - zaśmiałam się, odbiegając od niego, ale nie przestawał. - Przestań, bo pożałujesz! - powiedziałam grobowym tonem, lecz to tylko jeszcze bardziej go sprowokowało. Westchnęłam jedynie i zatrzymawszy się, rzuciłam się na Kentina, starając się go połaskotać, albo wbić palce w żebra. Jednakże gruba kurtka dawała mu bardzo dobrą ochronę. Nie ostudziło to mojej chęci zemsty. Wspięłam się więc na palce i sięgnęłam zmarzniętą dłonią do jego osłoniętej szalikiem szyi. Gdy dotknęłam gorącej skóry chłopaka, usłyszałam tylko ciche syknięcie i natychmiast przestał mnie czochrać.
   - Dobra! Poddaje się, ale zabierz te kostki lodu z mojej szyi! - zawołał, odsuwając się ode mnie gwałtownie.
- Mówiłam, że pożałujesz - zaśmiałam się, szturchając go lekko w ramię.
   - Jesteś straszna... - szepnął spoglądając na mnie spod byka, ale zaraz wybuchnął śmiechem.
   - Przygadał kocioł, garnkowi... - mruknęłam pod nosem, ostentacyjnie rozglądając się dookoła.
   - Coś mówiłaś...? - stanął przede mną, kładąc ręce na biodra, przyglądając mi się uważnie.
   - Niee... nic - uśmiechnęłam się uroczo w jego stronę, a Ken, odwzajemniając gest, popchnął mnie lekko, co spowodowało, że spadłam z chodnika.- O nie... Teraz to zgrzeszyłeś.
   - Hahaha i co mi zrobisz? - zaśmiał się, przyglądając mi się uważnie.
   Uśmiechnęłam się złośliwie i podniosłam ręce, ruszając palcami. Szatynowi na ten gest od razu zrzedła mina.
   - Nie zrobisz mi tego... - rzucił niepewnie spojrzenie na moje lekko zaczerwienione dłonie i odsunął się kawałek ode mnie.
   - A czemu nie? - powiedziałam z szelmowskim uśmiechem.
   - Bo nie jesteś taka zła - rzekł jedynie i dał mi całusa w kącik ust.
   Gdy poczułam jego ciepłe wargi na swojej skórze, stanęłam jak wryta, spoglądając na niego z niedowierzaniem, a Ken śmiejąc się tylko pod nosem, odbiegł kawałek. Westchnęłam cicho, kręcąc głową ze śmiechem.
   - To idziesz czy nie? Bo zaraz nam wszystkie bilety wykupią! - zawołał za mną, gdy był już dość daleko ode mnie.
   - Jakie bilety? - mruknęłam pod nosem i podbiegłam do szatyna.
   - No, bilety do kina, a jakie ty byś chciała?
   - Ale jak do kina? - zapytałam niezbyt inteligentnie, nie mogąc się połapać w tym co mówił.
   - Oh, Liwia! Wróć na ziemię! - pomachał mi przed oczami dłonią. - Idziemy do kina na film. Niedawno wyszła kolejna część "Naznaczonego", a że od dawna podobają ci się te filmy, to pomyślałem, że przejdziemy się, obejrzeć.
   - Oh... Ale... - mruknęłam cicho. Oglądanie horrorów w przytulnym domku, z przyjacielem u boku to zupełnie co innego, niż w ciemnej sali pełnej ludzi i z przerażającym nagłośnieniem.
   - Coś nie tak? - zapytał, patrząc mi w oczy. Westchnąwszy, powtórzyłam mu na głos to, co kotłowało mi się w głowie. - Nie przejmuj się... Będę przy tobie - szepnął mi do ucha, a jego gorący oddech przyjemnie owionął moją szyję. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone, ale chłopak na szczęście tego nie widział.

   Kilkanaście minut później staliśmy w ciepłej, pełnej ludzi sali, gdzie zewsząd dobiegał mnie przyjemny maślano-słony zapach popcornu i słodkawa woń coli, a ściany  okrągłego pomieszczenia zdobiły plakaty najbardziej znanych filmów takich jak "Titanic", "Obcy", "Miss Agent" czy "Gorący Towar". Kiedy Kentin poszedł stanąć w kolejce do kasy, ja zaczęłam oglądać zdjęcia, wywieszone przed wejściami do sal kinowych. Wodziłam wzrokiem po wizerunkach aktorów w różnych rolach, wyciętych kadrach z filmów, aż w końcu trafiłam na plakat filmu, na który mieliśmy z Kenem iść. Z początku nie zwróciłabym na niego uwagi, ale mój wzrok przykuła dziewczyna, widoczna na zdjęciu i jej przerażony wzrok. Poczułam, jak ciarki przechodzą mi po plechach i mimowolnie wzdrygnęłam się.
   - Coś nie tak? - usłyszałam tuż przy uchu cichy szept, na co podskoczyłam wystraszona, dusząc w sobie krzyk. Gdy odwróciłam się w jego stronę, ujrzałam Kena, który wyglądał na zmartwionego, ale w jego oczach błyskały się iskierki radości.
   - Ken! Nie rób mi tak! - zawołałam i sprzedałam mu kuksańca w żebra.
   - Aua! No dobra, ale nie bij! - zaśmiał się, rozmasowując miejsce uderzenia.
   Staliśmy jeszcze chwilkę, rozmawiając, witając się ze znajomymi, który również przyszli na film, kiedy drzwi na salę, gdzie miał lecieć film, otworzyła dwudziestokilkuletnia blondynka w bordowym uniformie. Wraz z tłumem skierowaliśmy się do pomieszczenia, oświetlonego przez niewielkie lampki na ścianach i wzdłuż schodków do miejsc. Kroczyłam powoli, kierując się w stronę jednego ze środkowych rzędów. Kiedy znalazłam nasze miejsca, zaczęłam się rozglądać za Kenem, który nagle zniknął mi gdzieś w tłumie. Zająwszy swoje siedzenie, przyglądałam się każdej twarzy, która, w przytłumionym świetle, wyglądała identycznie. W końcu dostrzegłam go tuż przy drzwiach. W jednej ręce niósł wielki kubek coli z dwoma słomkami, a w drugiej równie pokaźnych rozmiarów kubełek popcornu z masłem i solą. Pomachałam mu z miejsca i podeszłam do niego, by pomóc mu się zabrać. Gdy w końcu udało nam się porządnie i wygodnie zająć siedzenia pogasły wszystkie światła i rozpoczął się seans. Oczywiście jak przed każdym filmem nie obyło się bez reklam.
   Wgapiając się w ekran, w oczekiwaniu na film, pochyliłam się, by wziąć łyk napoju. W tym samym momencie uczynił to też Ken. Zerknęłam na niego z lekkim uśmiechem, a chłopak odwzajemnił gest, szturchając mnie lekko nosem w policzek. Gwałtownie wstrzymałam powietrze, czując jak zaczynają palić mnie policzki. Musiałam się naprawdę mocno skupić na tym, co oglądałam, by nie zerkać co chwilę na Kentina. Przez cały film czułam jego ciepłe, silne ramię obok mojego i za każdym razem gdy wzdrygałam się wystraszona, łapał mnie za rękę i delikatnie ściskał. W takich momentach czułam się, jakbym cofnęła się w czasie. Przypominały mi się sytuacje, gdy jako dzieci urządziliśmy sobie noc pod gołym niebem w domku na drzewie i w środku nocy zbudziłam się z krzykiem wystraszona hukaniem sowy na pobliskim drzewie. Chłopak od razu przytulił się do mnie i przez resztę nocy leżeliśmy trzymając się za ręce. Uśmiechnęłam się do siebie, odwzajemniając uścisk.
   Kiedy film się skończył i wychodziliśmy z sali, jedyne co pojawiło się w mojej głowie, to jedne wielkie "WOOOW...!". Tak jak w poprzednich częściach wyszłam z kina naprawdę zadowolona. "Naznaczony" to jeden z horrorów, które naprawdę lubię.
   - Skoczymy jeszcze do jakiejś knajpy? - zaproponował Kentin, gdy pomagał mi ubrać płaszcz.
   - Czemu nie... - zgodziłam się, zerkając na zegarek. - W sumie, jest jeszcze wcześnie.
   - Masz jakieś propozycje? - zapytał, poprawiając szalik. Mimo, że była końcówka lutego i śnieg całkowicie stopniał, wieczorami było naprawdę chłodno.
   - Hmm... - zamyśliłam się na chwilę, przywołując w myślach różne potrawy i próbowałam określić na co mam ochotę. Kiedy pomyślałam o wielkim kebabie w chrupiącej bułce i gorącym mięsie z ogromną ilością sosu czosnkowego, poczułam jak dostaje ślinotoku. - Co powiesz na wyprawę do "Stambułu"?
   - Masz na myśli nowo otwartą knajpę z tureckim jedzeniem?
   - Dokładnie... Naszła mnie przed chwilą ochota na porządnego kebsa... - mruknęłam, uśmiechając się znacząco.
   - Ty prowadzisz - szatyn zaśmiał się, przystając jednocześnie na moją propozycje.
   Kroczyliśmy prawie pustymi ulicami miasta, oświetlanymi tylko przez, stylizowane na stary styl, lamy. Rozmawialiśmy głównie o filmie, dzieliliśmy się spostrzeżeniami, każdy z nas miał jakieś własne uwagi. Nawet siedząc w knajpie i jedząc, dalej żywo dyskutowaliśmy. Dopiero kiedy nadszedł czas rozstania jakoś ciężko było nam dobrać słowa.
   - Dzięki za miło spędzony dzień... - ciszę pierwsza przerwałam ja.
   - W porządku... W końcu od czego ma się przyjaciół - powiedział, uśmiechając się lekko, ale gdy spojrzałam mu w oczy, dostrzegłam w nich tak jakby smutek.
   - Na zawsze? - zapytałam wyciągając mały palec w jego stronę. Zawsze robiliśmy tak w dzieciństwie. Ken widząc to, uśmiechnął się jeszcze szerzej.
   - Na zawsze - uścisnęliśmy się palcami, po czym przytuliłam się do niego. Dziwnie się teraz czułam przytulając wysokiego i dobrze zbudowanego Kena. W pamięci wciąż miałam zapisanego go jako niewiele wyższego ode mnie chłopczyka w wielkim wełnianym swetrze i okularach.
   - To do poniedziałku? - odsuwając się od niego, spojrzałam mu w oczy.
   - Nie boisz się spać sama? - zapytał, uśmiechając się nieco złośliwie.
   - Dlaczego miałabym się bać spać sama? - spojrzałam się na niego, zdziwiona.
   - A nie boisz się, że Setarah przyjdzie? - powiedział złowieszczym szeptem, przybliżając się do mnie.
   - Przestań! - zawołałam nieco zlękniona, rozglądając się dookoła.
   - A jednak pamiętasz... - uśmiechnął się lekko, podchodząc do mnie bliżej.
   - Jak mogłabym zapomnieć... - zezłościłam się na niego. Dlaczego akurat teraz musiał mi o niej przypominać?
   Przełknęłam nerwowo ślinę przypominając sobie tą mroczną postać. Wysoka, szczupła kobieta, o lśniących srebrzystych włosach i cerze tak bladej, że przy niej śnieg wydawał się szary. Pojawiała się zawsze w snach. Ubrana w białą suknię zbroczoną krwią. Jej satynowe, niegdyś równie śnieżnobiałe rękawiczki naznaczone były czerwonymi plamami. Czarna peleryna za każdym razem osłaniała jej ramiona. Jednak nie plamy krwi czy bladość jej skóry były najbardziej przerażające. Najbardziej bałam się jej oczu. Cała czarna gałka oczna, przypominająca głęboką studnię, w którą wpada się całą wieczność. To przenikliwe, śledzące każdy mój ruch, spojrzenie napawało mnie takim strachem, że budziłam się z krzykiem i nie mogłam spać przez resztę nocy.
   Potrząsnęłam głową, chcąc pozbyć się tego obrazka i objęłam się ramionami, czując na ciele gęsią skórkę.
   - Musiałeś, prawda? - spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem, a w kącikach oczy zaczęły zbierać mi się łzy. - Wielkie dzięki za nieprzespaną noc.
   - Przepraszam... - szepnął skruszony, dotykając mojej dłoni. - Nie wiedziałem, że jeszcze aż tak bardzo cię to przeraża...
   Prychnęłam cicho, ale mimowolnie podeszłam bliżej niego. Chciałam znów poczuć się bezpieczna.
   - Jeśli chcesz mogę zostać z tobą na noc - słysząc jego słowa, spojrzałam na niego z jeszcze większym przerażeniem niż, gdy wspomniał o Setarah. - Nie mam nic złego na myśli! Chodziło mi, że tak jak kiedyś. Jak przyjaciele.
   Nie wiem co mnie do tego skłoniło - może strach przed samotnie spędzoną nocą, może to, że Ken był mi naprawdę bliski, a może jego spokojny głos, który zapewniał, że wszystko będzie dobrze - ale kiwnęłam głową na potwierdzenie i weszliśmy razem do domu.
   W środku było cicho i ciemno. Nie ściągając nawet butów zaczęłam zapalać światło na korytarzu i w kuchni. Gdy pomieszczenie stanęło w jasnościach od razu dostrzegłam kolorową karteczkę leżącą na stole. Ciocia informowała mnie na niej, że ma ważną sprawę do załatwienia i musi wyjechać na dwa dni. Westchnęłam cicho i pozbywając się płaszcza i butów, ruszyłam do swojego pokoju, przygotować dla nas miejsce do spania, tak jak robiła to mama, kiedy byliśmy mali.